Czołg kołowy a wóz wsparcia ogniowego

Wprowadzenie dodatkowych rozróżnień zagmatwa i tak trudny do ogarnięcia temat jednak uważam, że jest ono konieczne. Rozróżnienie na czołg kołowy i wóz wsparcia ogniowego.

Zacznijmy od tego drugiego – wóz wsparcia, jak sama nazwa wskazuje ma za zadanie wspierać, a więc być tylko elementem oddziału, i to elementem wsparcia – nie podstawowym. Przykładem takiego wozu jest Stryker-MGS będący elementem wsparcia oddziałów piechoty na transporterach Stryker.

Czy można pomysł ten przenieść na polskie warunki? Można, choć sytuacja nie jest analogiczna – Strykery dysponują jedynie symbolicznym uzbrojeniem do samoobrony (12,7 mm km lub 40mm gm), Rosomaki posiadają dużą wieżę z 30mm armatą automatyczną i sprzężonym 7,62mm km.

Druga kategoria to tzw. „czołgi kołowe”, używane są one inaczej – właśnie jak czołgi – stanowią one podstawę wyposażenia batalionu. Należy jednak zwrócić uwagę, iż wozy te są używane przez kraje o szczególnej geografii, np. będące półwyspami (Włochy) lub wyspami (Japonia) i nie są przeznaczone do walki z regularnymi oddziałami pancernymi i zmechanizowanymi, a z racji swojej roli z dużo lżej opancerzonymi oddziałami desantowymi. Występuje tu również różnica techniczna, czołgi kołowe takie jak Centauro (Włochy) czy MCV (Japonia) powstały na dedykowanych dla nich kadłubach, nie na uniwersalnych kadłubach kto.

Oczywiście możliwe i stosowane jest wykorzystanie wydzielonych poddziałów czołgów (czy czołgów kołowych), jako wozów wsparcia ogniowego (może to być wydzielona kompania czołgów do batalionu zmechanizowanego).

Należy zwrócić uwagę, że w obu tych zastosowaniach wozy te nie są przeznaczone do walki z czołgami wroga, a więc traktowanie ich, jako środka przeciwpancernego jest kuriozalne. Armata kalibru 105 mm nie jest skutecznym środkiem zwalczania współczesnych czołgów podstawowych, ewentualne wykorzystanie armaty 120mm zmieni sytuację pod względem logistycznym (taki wóz będzie miał przynajmniej częściową wymienność amunicji z czołgami) jednak dalej nie dorówna on zdolnością penetracji pancerza ciężkim wozom.

Tak, więc wprowadzenie „Wilka” do batalionów Rosomaków nie zmieni jego zdolności przeciwpancernych (lub zmieni je symbolicznie). Dużo lepszy efekt da planowana od początku programu integracja ppk Spike z wieżą Hitfist-30P.

Krytyka myślenia

Tekst ten jest szybką odpowiedzią na artykuł „Wilki wzmocnieniem Rosomaków?” z Raport-wto 05/2014.

O pseudonaukowej metodologii gdzie potencjał wozów określa się współczynnikami, np. 0,8 dla BWP-1 (a dlaczego nie 0,81, albo 0,7999) nawet nie mam zamiaru się rozpisywać. Tak samo o symulacji gdzie na batalion zmechanizowany nacierała dwie brygady pancerne (po uzbrojeniu sądzić można, że Rosyjskie – czołgi T-80 i wozy BWP-2). Szkoda tylko, że autorzy nie wiedzą, że w całej Rosji obecnie są właśnie tylko dwie brygady pancerne.

Takie „analizy” dają w efekcie kuriozalne pomysły jak wyposażenie drużyny wsparcia piechoty w granatnik maszynowy.

Przykre jest, że środowiska wojskowe ciągle mentalnie znajdują się w czasach Zimnej Wojny, może warto prześledzić konflikty ostatnich 25 lat w tym te, w których brała udział Rosja. Doświadczenia Rosyjskie są bogate: od tragicznych w skutkach interwencji w Afganistanie i I Wojny Czeczeńskiej gdzie radzieccy dowódcy reprezentowali myślenie takie samo jak autorzy analizy – że wystarczy rzucić do walki odpowiednią ilość oddziałów pancerno-zmechanizowanych. Konflikty te boleśnie udowodniły im, że to nie prawda.

Przez naukę II Wojny Czeczeńskiej i konfliktów na Kaukazie, do wojny z Gruzją i aneksji Krymu gdzie podstawą działań była elitarna piechota, czy to z jednostek specjalnych GRU, czy z desantu. Do zajęcia Krymu nie użyto ani jednego czołgu.

Czy tak trudno zrozumieć, że nie walczy sprzęt, a człowiek? Człowiek, dla którego polscy decydenci wojskowi wciąż mają jedynie pogardę. Niech symbolem tej pogardy będzie fakt, iż załogi wozów bojowych wciąż nie mają nowoczesnego wyposażenia osobistego – jedynie „czarnuchy” i „gustliki” (i co z tego ze te ostatnie od niedawna w kamuflażu pantera). Czy wyposażenie osobiste takie jak trudnopalne kombinezony dla załóg uwzględniono we współczynnikach symulacji? Czy uwzględniono w niej nowoczesną łączność i systemy BMS? Może niech autorzy przedstawią swoją analizę na współczynnikach obecnego konfliktu w Donbasie, bardzo jestem ciekaw wyników.

Może czas wreszcie się obudzić ze snu i zacząć interesować światem dookoła drodzy wojskowi „naukowcy” i decydenci?

7 comments

  1. 1. Wóz wsparcia jest w stanie niszczyć te same rodzaje celów, co czołgi, więc spokojnie w tym może zastąpić je gdzie ich nie ma. Ograniczanie ich tylko do wykonywania pewnych zadań jest sztuczne i jest marnowaniem jego możliwości, co jest nieekonomiczne. Poza tym wsparcie piechoty nie ogranicza się tylko do likwidowania stanowisk ogniowych i punktów oporu wroga. Obejmuje to też niszczenie wrogich pojazdów, z którymi zetknie się piechota, czyli de facto wszystko to, co czołg by robił.
    2. Czołgi kołowe nie są wyłącznością państw o szczególnej geografii. Będą przydatne w każdym, gdzie ich wysoka mobilność strategiczna będzie pożądana. Do takich należy także Polska – można sobie zobaczyć, gdzie znajduje się potencjalne pole bitwy, a gdzie zlokalizowane są brygady i bataliony z Rosomakami. Poza tym zastąpiły one zwykłe czołgi w kilku armiach (w Hiszpanii za AMX-30, we Włoszech Leopardy 1), a na nich nie koniec. To właśnie na nie z wozami wsparcia i „lekkimi” czołgami zaczął się na świecie boom. Nic dziwnego, czołgi podstawowe stały się za drogie, żeby przy ich wadach i ograniczeniach opłacało się je kupować, a nabywanie staroci to zwykłe marnowanie pieniędzy.
    3. To, że Centauro powstał na dedykowanym kadłubie nic go nie dyskwalifikuje do innego użycia. Freccia jest doskonałym przykładem, że można na jego podwoziu zbudować pojazd o odmiennym przeznaczeniu.
    4. To, że „kołowe czołgi” nie są przeznaczone do walki z regularnymi oddziałami pancernymi i zmechanizowanymi to kolejny, całkowicie sztuczny i oderwany od rzeczywistości wymysł. Ktoś sobie to wymyślił i teraz jest to bezmyślnie powtarzane. Żadne kuriozum, Pawle.
    5. Armata kal. 105 mm (a nawet 90 mm) wystarczy, tak samo jak ppk nie muszą być zdolne do przebicia frontalnego pancerza czołgu, żeby go zniszczyć. http://www.steelbeasts.com/sbwiki/images/thumb/3/30/M1A1_HA_sideLOS.jpg/900px-M1A1_HA_sideLOS.jpg tutaj każdy może sobie to sprawdzić, że taki kaliber wystarczy nawet na Abramsa. Mocną 120-stkę na czołgi potrzeba na otwartym terenie – na sawannie, pampie, czy na pustyni, ale nie w Polsce, gdzie co kawałek jest jakiś zakamarek, a całość tworzy labirynt doskonale nadający się do wykonywania manewrów, czyli trafienie z boku będzie jak najbardziej możliwe.
    Podsumowując wprowadzenie „Wilków” do batalionów Rosomaków da skutek inny – znacznie wzmocni ich zdolności przeciwpancerne, tak jak wszystko dodatkowe, do tego, co już jest.

    1. @eschelon:
      1. Rosomak z 30 mm armatą wypełnia wszystkie wymienione przez ciebie zadania wsparcia piechoty: niszczy stanowiska ogniowe piechoty, umocnienia polowe i pojazdy lżejsze od czołgów podstawowych. Kaliber 105-120 mm na lekkiej platformie nie jest w polskich warunkach szczególnie potrzebny, a przynajmniej nie uzasadnia kosztów opracowania nowego pojazdu. Jeśli pojawią się u nas zielone ludziki to najwygodniej będzie polować na nich własnie z armat Rosomaków. BTR-80 nie wytrzyma trafienia z kalibru 30 mm. Na snajperów Rosomak też się nada, a trafienie nie zniszczy całego budynku – chyba nie zakładasz, że to my będziemy atakować Białoruś?
      2. Niekwestionowane zalety pojazdów kołowych – prędkość na szosie, duży zasięg są bardzo ważne dla US Army czy armii RPA, które operują na dużych dystansach, ale nie dla nas. W polskich warunkach czołg podstawowy dojedzie tam gdzie jest potrzebny wystarczająco szybko, nie ma takich odległości, wiemy też z góry skąd wyjdzie ewentualny atak. Jedynym wysokorozwiniętym krajem, któremu strategiczna mobilność jest jeszcze mniej potrzebna niż nam, jest Izrael. Ile oni mają kołowych pojazdów wsparcia? A ile czołgów? Wspominałeś o lokalizacji brygad Rosomaków i sam sobie odpowiedziałeś: problemem jest właśnie rozlokowanie, wystarczy przenieść je na wschód od Wisły i znika potrzeba jakieś szczególnej mobilności strategicznej. A taka lokalizacja, daleka od potencjalnego przeciwnika, nie wynika z żadnych założeń strategicznych tylko z lenistwa wojska – akurat tam były poradzieckie bazy, wygodne do ataku na RFN – z tym że teraz mamy bronić się przed Rosją, a nie atakować Niemców. Pamiętajmy, że jak już czołgi dojadą na miejsce to mają sporą przewagę w mobilności taktycznej (zdolności pokonywania terenu) nad wozami kołowymi – Polska jest właśnie idealnym terenem dla wojsk pancernych.
      3. Pełna zgoda – można zrobić i tak, i tak. Z tym że dedykowane podwozia są niższe i bardziej stabilne. Amerykańskie Strykery z 105 mm armatą nie mogą prowadzić ognia na boki, Centauro może.
      4. To jest Twoje najbardziej rażące nadużycie. Wóz wsparcia o trakcji kołowej z armatą 120 mm, teoretycznie jest w stanie niszczyć nowoczesne czołgi, tylko czy powinno to być jego zadaniem? Problem polega na tym, że sam jest dla nich bardzo łatwym celem – pojazd kołowy zawsze będzie miał wyższą sylwetkę, słabszą mobilność w terenie (wyższy nacisk na grunt), i przede wszystkim gorsze opancerzenie (limit masy) niż pojazd gąsienicowy – pojedyncze trafienie kalibru 125 mm to wyrok śmierci dla załogi. A czołgi mogą być zwalczane na wiele innych sposobów: przez Rosomaki z wyrzutnią ppk, Spike’i przenoszone przez piechotę lub na samochodzie terenowym, a z bliskiej odległości przez nowoczesne granatniki przeciwpancerne. Wszystkie te rozwiązania są tańsze od dedykowanego wozu wsparcia/lekkiego czolgu, oferują więcej ‚luf’ za tą samą cenę i mają taką samą odporność na pociski 125 mm – żadną. Co zatrzyma kompanię czołgów (10 szt. T-90) przed złożeniem wizyty w Białymstoku?
      A. 10 Centauro z armatą 105 mm
      B. 200 wyrzutni Spike
      C. 16 używanych Leo2A5
      D. 5 nowych Leo2A7
      E. ok. 3000 nowoczesnych granatników przeciwpancernych
      Wszystkie warianty kosztują tyle samo – 35 mln $. Jakaś kombinacja rozwiązań B do E ma spore szanse, Centauro nie mają żadnej. Takie pojazdy mają swoje zastosowania, ale do zwalczania czołgów się nie nadają. Kosztują połowę tego co czołg, przy minimalnej odporności na trafienie.
      5. Ppk atakują cel od góry, więc teoretycznie mogą mieć niższą przebijalność. Ale armata poniżej 120 mm nie zagwarantuje przebicia pancerza czołowego nowoczesnego czołgu, a w obronie strzela się właśnie w przód nacierającego pojazdu. Dodatkowo, z powodu słabego opancerzenia pojazdy kołowe musiałyby działać z maksymalnego możliwego dystansu, żeby mieć jakiekolwiek szanse na przeżycie. Idea użycia lekkich pojazdów do oskrzydlenia nacierających czołgów ma 80 lat (amerykańskie M10, M18, M36) i została już negatywnie zweryfikowana. To, że trafienie z boku lub z tyłu (wtedy wystarczyłby kaliber 60 mm) jest możliwe nie oznacza, że w typowych warunkach można na nie liczyć. Czołg też może manewrować, a w trudnym terenie jest nawet bardziej mobilny od pojazdu kołowego, stanowi też dużo mniejszy cel niż pojazd kołowy (jest niższy). Najlepszym pojazdem do zwalczania czołgów jest drugi czołg (nasze Leopardy 2 doskonale się nadają), a jeśli go nie ma – wyrzutnie ppk montowane na samochodach terenowych (Spike’i). Tutaj nic się nie zmieniło od czasów zimnej wojny.

    2. O tym że armata 105mm jest wystarczająca i trzeba tylko skryć się za zakamarkiem i strzelać przeciwnikowi w bok lub tył są wyciągnięte chyba z godzin gry w World of Tanks.

  2. integracja ppk Spike z wieżą Hitfist-30P – tą wieże należy jak najszybciej wymienić, ponieważ wystarczy delikatny przechył najazd na wzniesienie ok 15 % lub jazda bokiem i lufa idzie w powietrze. Zresztą nawet na równym przy ciasnych skrętach gubi cel 1;36 https://www.youtube.com/watch?v=Hq3608k2T_M KTO ( opancerzenie) to nie BWP – a na tą wieżę jest po prostu za wysoki. Samo malowanie osła w paski nie zrobi z niego zebry.
    Armata 30 mm w pełni zaspakaja potrzeby współczesnego pola walki dla BWP istotniejszą jest ilość amunicji niż kaliber np 40 mm , 105 mm

      1. słyszałem , że przy tej masie jakiś silnik się przepala chyba ten co obracania wieżą. Rozsądna konstrukcja na KTO to http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=7147 Wieża UT30. Choć uważam, że na KTO 30 mm to przesada 2 WKM i granatnik automatyczny. BWP musi wytrzymywać 30 mm i sam takową mieć. Tu masz właściwą wysokość dla uzbrojenia na KTO rosomak – nie patrz na moździerz , bo on strzela parabolicznie. http://dziennikzbrojny.pl/aktualnosci/news,3,2114,aktualnosci-ze-swiata,patria-na-testach-w-marine-corps
        KTO rosomak z tą wieżą nie naddaje się do prowadzenia ognia jadąc pod górkę o nawet minimalnym kacie nachylenia. Bardzo poważna wada. https://www.youtube.com/watch?v=yrCd5tOr_E0 np. 55.29 ; tutaj masz jak się Puma składa na podjeździe https://www.youtube.com/watch?v=t2s8eLtaxVk 3.52. kiedyś ten temat poruszałem ale powycinali filmiki z „roskiem” podjeżdżającym pod jakikolwiek wzniesienie , głowa w piach i nie ma tematu. A można tą wieżę przenieść na np Pumę lub Cv90.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s